http://hpbycoyotesama.blogspot.com/
:]
piątek, 25 marca 2016
czwartek, 24 marca 2016
Pirackie Turnieje. Rozdział 3 - Krwawa Walka
Rozdział 3 - Krwawa Walka
Edit 25.03 - Walka zmieniona
Kamienny krąg pirackiej bramy był przyozdobiony licznymi flagami legendarnych statków i przedmiotów z nimi związanymi. Po bokach stały dwie pochodnie gdzie od czasu do czasu wylatywały iskry, które po długim tańcu na wietrze opadały na ziemię, a tam po krótkiej chwili znikały. Krwawa Klinga rozejrzała się dookoła, przechadzka po lesie z licznymi przerwami ze względu na piratów trwała aż do wieczora. Słońce zachodziło, po to, aby po chwili znaleźć się poza widnokręgiem, karmazynowy kolor na niebie odznaczał się spomiędzy fioletami, różami i odcieniami pomarańczu, które zdobiły niebo. Spojrzała na bramę, statki-legendy, które zatonęły wiele lat temu nadal były rozpamiętywane. Widziała tutaj flagę Czarnobrodego i wielu innych, którzy polegli w morza otchłani. Zobaczyła również, że klucznik - czyli strażnik kamiennego kręgu, nie wiedzieć czemu przypatrywał się jej w czasie gdy kapitan zgłaszał gotowość oby dwóch statków. Tamten wreszcie odwrócił wzrok i skinął głową do kapitana, przeszedł koło niego i przepuścił załogę do wejścia Pirackiej Groty. Przeszli żwawo przez nie i weszli do miejsca znanemu wielu piratom, legendarnym jak i powszechnie znanych - Pirackiej Groty na wyspie, blisko Zatoki Krateefra i pomiędzy lądami Aveerdam'u - Lądami wiecznych oszustw, hazardu i zabójstw. Kapitan ogłosił, że każdy może się rozdzielić i chodzić, gdzie mu się podoba, ale za trzy dni odpływają o godzinie 12:00 i nie będą na nikogo czekać. Krwawa Klinga bez słowa pierwsza odłączyła się od grupy i ruszyła do Pirackich Turniejów, jak głosiła w wielu miejscach poprzecinana i ze strzałą w R, tabliczka. Tam ruszyła do Zawodnicy i zgłosiła swoje przybycie. Usiadła bez słowa na wskazanym miejscu i przez okno, a raczej wyżłobienie w skale, widziała jak załoga Czarnego Holendra zajmuje swoje miejsca. Rozejrzała się po zawodnikach. Zobaczyła wielu nowicjuszy i początkujących, ale również wielu doświadczonych, doradców i nawet kapitanów. Zatrzymała spojrzenie na czerwonym kapeluszu z białą różą z zaskoczeniem.
-To niemożliwe. - Pomyślała - To nie jest możliwe. - Zamrugała kilka razy w oszołomieniu i odwróciła wzrok. To nie może być ona. Nie teraz.
Po dłuższym czasie do pokoju wszedł jeden z organizatorów.
-Krwawa Klinga z Czarnego Holendra i Czarna Róża z Aveerdam. - Ogłosił i odszedł. Westchnęła i wstała napotykając zaskoczone spojrzenie Czarnej Róży. Ruszyły do sali przy wgłębieniu w ziemi, w którym miała odbyć się walka.
-Witamy w Jamie Walki na corocznych Pirackich Turniejach! - Zawołał komentator stojąc na widocznym dla wszystkich podwyższeniu. Uśmiechnął się czarująco do wszystkich w czego rezultacie musieli ocucić kilka niedoświadczonych dziewczyn - Tutaj James Hugvel i jestem komentatorem jak co roku! - Ogłosił i słyszalne były brzdęki sakw i przekazywanych pomiędzy piratami pieniędzy. Czarny Cień rozejrzał się po wszystkich.
-Nie podoba mi się to, kapitanie. Oni wiedzą o czymś, czego my nie wiemy.
-Nie wyolbrzymiaj, Cień. - Odparł tamten - Krwawa Klinga jeszcze nigdy nie przegrała walki w Jamie Walki. Zawsze wygrywa swoje walki, a przegrywa nie do byle kogo. - Powiedział machając do jakiegoś pirata na drugiej stronie sali.
-Nadal mi się to nie podoba, wyczuwam, że coś jest nie tak, jak być powinno. - Rozejrzał się. Zamknął oczy i otworzył je, były czarne i zamglone. Spoglądał właśnie w umysł komentatora.
Krwawa Klinga i Czarna Róża! To będzie widowisko! - Myślał tamten. Ten od razu opuścił jego umysł jeszcze bledszy, o ile to możliwe przy jego prawie białej skórze i spojrzał z powątpiewaniem na kapitana.
-Nie podoba mi się to. Ani trochę. - Szepnął do siebie, co zostało zagłuszone przez wiwaty i piski podekscytowania.
-Dzisiejsza walka to... - Wiwaty i gwizdy stały się głośniejsze - Krwawa Klinga z Załogi Czarnego Holendra - Krwawa Klinga wyszła z pomieszczenia pewnym krokiem machając szablą i przyjmując postawę obronną, o dziwo.
-Czyli ona też wie. - Pomyślał już całkowicie pochłonięty rozmyślaniami.
-Przeciwko Czarnej Róży z Aveerdam!!! - Wrzasnął, a oklaski, gwizdy i wiwaty zabrzmiały ze strony tych z Aveerdam. Widział jak twarz dziewczyny staje się bledsza, gdy jej przeciwniczka wchodziła na scenę. Uniosła w triumfie ręce i ukłoniła się uśmiechając się szelmowsko.
Miała długie perłowo-blond włosy i piękne, złociste oczy, które błyszczały dziwnie. Ubrana była w szlachecki ubiór, można było rzec. Miała długi do kolan, czerwony płaszcz ze złotymi wyszywaniami, który nie rozkładał się aż tak, jak Krwawej Klindze. Na twarzy nie miała ani jednej skazy, a na czerwonym kapeluszu przytwierdzona była, wraz z cierniami biała róża. Cień przełknął gulę w gardle i już teraz zwątpił co do tej walki. Ukłoniła się, a spod płaszcza zobaczył miliony noży i innych ,,zabawek".
-No to masz przerypane. - Pomyślał patrząc na Krwawą Klingę. Będzie musiała użyć swoich najbardziej skrywanych zdolności, aby móc ją w ogóle tknąć. Ta zauważyła jego wzrok i niepewnie skinęła głową.
-Proszę, abyście podeszły do siebie opierając się plecami i zrobiły pięć kroków w przód. - Zatrzymał na chwilę wzrok na Czarnej Róży, która uśmiechnęła się do niego. Widać było, że zrobiło mu się gorąco. Krwawa Klinga zerknęła na nią. Skrycie chichotała pod nosem - Bez żadnych sztuczek! - Dodał, gdy uznał, że może zaufać swojemu głosowi.
Klinga podeszła do niej opierając się o nią plecami słyszała krótką wiadomość - Długo nie pociągniesz. - Spojrzała na nią, a ta tylko uśmiechnęła się bezczelnie przechodząc do przodu. Ta po chwili uczyniła to samo z narastającym powątpiewaniem. Zamachnęła się szablą blokując rzucony w jej stronę nóż.
-Aj. - Uśmiechnęła się tamta wyciągając kolejny - Jest w Tobie coś, co sprawia, że pudłuje. Wiesz może, co to takiego? - Zapytała ironicznie.
-Nie. - Odparła lakonicznie blokując kolejny atak i przeskakując rzucone zaraz potem kilka noży. Warknęła ostrzegawczo i wyciągnęła zamaszystym ruchem nóż z nogi. Pociekło mnóstwo krwi, ale Klinga zignorowała to. W pełni skupiła się na atakach Czarnej Róży.
-Krwawa Klinga skupia się na Czarnej Róży! Mimo to ma głęboką ranę w nodze! Nie może z taką płynnością i elegancją unikać ataków jej przeciwniczki! - Krzyczał komentator w czasie, kiedy Krwawa odstawiała jakiś szalony taniec, aby uniknąć każdego noża z osobna. Zaraz potem zrobiła gwiazdę, co pozwoliło jej zaatakować Czarną Różę z bliska. Jednak nie było jej to pisane, gdyż ta odskoczyła i kopnęła ją tym samym odrzucając ją na kilka metrów w tył. Szabla z brzdękiem wypadła jej z ręki i nie czuła się na siłach, aby wstać, choć próbowała.
-To wszystko na co cię stać, Artie? - Szepnęła cicho podchodząc. Podrzucała nóż w ręce. Ta wiedziała, czego ona chce - chce zobaczyć ją w Ferworze Walki z wykorzystanymi wszystkimi zdolnościami.
-Ty... Nie chcesz tego. - Wysapała i po chwili poczuła na swoich plecach nogę Róży, która boleśnie wgniatała ją w jej żebra. Robiła to świadomie.
-Wiesz, że to jedyny sposób, by ze mną wygrać, a ty dla tego potrafisz poświęcić wszystko - Dla wygranej i dla swojej dumy oraz honoru. Dla tych trzech rzeczy potrafisz oddać życie. - Mówiła spokojnie bawiąc się nożem.
-Krwawa Klinga w potrzasku! - Wrzasnął komentator, a Czarny Holender przypatrywał się tej walce z narastającą paniką.
-Przecież ona ją zabije! - Krzyknął do bladego, już od paru godzin tej walki, kapitana.
-Wiem... - Wyszeptał sam nie dowierzając w to, co mówi. Przecież jeszcze nigdy nie przegrała. Nigdy.
-Potrafisz, ale nie chcesz pokazać światu prawdziwego oblicza. - Powiedziała tamta mocniej naciskając, aż tamta zacisnęła zęby. Nie chciała, jednak musiała. Zamknęła oczy i czuła, jak jej siły powracają i staje się silniejsza. Zacisnęła palce na pokrytym piaskiem drewnie. Chwilę potem z całej siły kopnęła z półobrotu Czarną Różę, która zaskoczona taką siłą wpadła na ścianę. Krwawa Klinga wyglądała jakby coś nad nią panowało - Wpadła w Ferwor. Miała puste oczy, które jeszcze niedawno świeciły emocjami takimi jak powątpiewanie, ale okropna pewność siebie. Wyciągnęła rękę, a chwilę potem w niej znalazła się szabla pokryta krwią. Nie ta, która leżała na ziemi. Była czarna z czerwonym od zaschniętej krwi, ostrzem. Jej jastrzębie pióro na kapeluszu zmieniło się w długie i pawie. Zamachnęła się bronią i podczas tego z ogromnym świstem broń wydawała się przecinać wszystko co stanie jej na drodze.
-Krwawa Klinga decyduje się wpaść w Ferwor! Niesamowite! Jeszcze nigdy nie widziałem takiej walki! - Wrzeszczał komentator, w czasie, gdy ta podchodziła do niej. Ku zdziwieniu wszystkich upadła na kolana i zwiesiła głowę, z której spadł kapelusz. Walczyła ze sobą, chciała wziąć panowanie nad Ferworem. Wielu wiedziało, że jest to niemożliwe. Jednak ku jeszcze większemu zdumieniu ta podniosła się nadal w Ferworze, ale już z normalnym spojrzeniem szarych tęczówek. Bez słowa zaszarżowała na Czarną Różę i w locie walczyły o dominację. Krwawa Klinga walczyła jedną ręką robiąc to jakby od niechcenia, a Róża musiała resztkami sił blokować jej ataki. Zamachnęła się dwoma nożami, ale ku jej zdziwieniu Klinga zablokowała jej nóż przy szyi ręką! Gołą ręką! Ściągnęła brwi i pojawiła się za nią. Zaatakowała, ale ta zablokowała jej atak nawet się go nie spodziewając! Niemożliwe! Warknęła ze złością i zaczęła atakować coraz szybciej na co ta odpowiadała ciągłym atakiem. Miała liczne rany na ciele, ale te zdawały się dodawać jej tylko sił i pogłębiały Ferwor. Wreszcie odrzuciła ją na ścianę i przystawiła szablę do jej szyi. Nie spodziewała się ataku z tyłu. Po chwili padła na ziemię z nożem wbitym w plecy. Za nią stała sapiąc Czarna Róża.
-Czarna Róża wygrywa!!! - Wrzasnął komentator, a zgodny ryk od strony widzów z Aveerdam zagłuszył rozcinanie lin i wejście do środka Czarnego Cienia, ten wyciągnął nóż z pleców Krwawej Klingi i rzucił nim pod nogi Czarnej Róży. Patrzył na nią przez chwilę z nieukrywanym obrzydzeniem i wziął ją na plecy biegnąc do Medyków.
-Nie wiedział, że to jedyny sposób, aby kogoś wyciągnąć z Ferworu... - Szepnęła Czarna Róża chwilę potem upadając z wycieńczenia.
,,Nieuczciwość" ( Znów ja. Znów nie kopiuj. )
Wiele bitew myśmy stoczyli,
rany swe zagoili.
Ale to nadal nie jest to,
walka na morzu daje zajawkę,
do tego co dzieje się w Walki Jamie.
Każdy ciekaw jest kto będzie walczył,
każdy chce widowisko zobaczyć te.
Nieuczciwe zagrania,
liczne rany i zadrapania.
To jest to czym każdy z nas szczyci się,
może oprócz jednej osoby.
Jest taka jedna,
co walczy sprawiedliwie,
nigdy, przenigdy nie złamała reguł.
Może i brzmi to podejrzanie,
ale stawiła za statek własne życie.
Każdy z nas pamięta ten dzień,
kiedy to Walki w Jamie zostały wymyślone.
Wielu z nas to zaakceptowało,
ale wielu nie miało zdania.
Pierwsze Igrzyska były krwawe,
tak samo jak każde kolejne.
Po wielu latach zakazane zostały,
aby nie narazić nas wszystkich na
wymordowanie.
Jednak po latach znów,
otwarte zostały.
Liczne tłumy stały przy wejściu,
gdyż miała odbyć się legendarna walka.
Czarny Holender z Trupią Czaszką,
walka kapitańska.
Tak właśnie się poznali,
zawarli sojusz, który trwa do dziś.
Nie chcieli mieć złota,
ale zabawę.
Nie chcieli zabijać,
ale się bronić i spełniać swe cele.
Każdy z nich miał za uszami swoje,
ale kto się tym przejmuje?
Nikt za pewne,
ale wielu z nich poległo.
Wielu wycierpiało swoje,
każdy z nich miał w sobie.
Coś co pomogło im przetrwać.
Coś co pomaga im nadal.
Co to jest?
Przyjaźń.
-To niemożliwe. - Pomyślała - To nie jest możliwe. - Zamrugała kilka razy w oszołomieniu i odwróciła wzrok. To nie może być ona. Nie teraz.
Po dłuższym czasie do pokoju wszedł jeden z organizatorów.
-Krwawa Klinga z Czarnego Holendra i Czarna Róża z Aveerdam. - Ogłosił i odszedł. Westchnęła i wstała napotykając zaskoczone spojrzenie Czarnej Róży. Ruszyły do sali przy wgłębieniu w ziemi, w którym miała odbyć się walka.
-Witamy w Jamie Walki na corocznych Pirackich Turniejach! - Zawołał komentator stojąc na widocznym dla wszystkich podwyższeniu. Uśmiechnął się czarująco do wszystkich w czego rezultacie musieli ocucić kilka niedoświadczonych dziewczyn - Tutaj James Hugvel i jestem komentatorem jak co roku! - Ogłosił i słyszalne były brzdęki sakw i przekazywanych pomiędzy piratami pieniędzy. Czarny Cień rozejrzał się po wszystkich.
-Nie podoba mi się to, kapitanie. Oni wiedzą o czymś, czego my nie wiemy.
-Nie wyolbrzymiaj, Cień. - Odparł tamten - Krwawa Klinga jeszcze nigdy nie przegrała walki w Jamie Walki. Zawsze wygrywa swoje walki, a przegrywa nie do byle kogo. - Powiedział machając do jakiegoś pirata na drugiej stronie sali.
-Nadal mi się to nie podoba, wyczuwam, że coś jest nie tak, jak być powinno. - Rozejrzał się. Zamknął oczy i otworzył je, były czarne i zamglone. Spoglądał właśnie w umysł komentatora.
Krwawa Klinga i Czarna Róża! To będzie widowisko! - Myślał tamten. Ten od razu opuścił jego umysł jeszcze bledszy, o ile to możliwe przy jego prawie białej skórze i spojrzał z powątpiewaniem na kapitana.
-Nie podoba mi się to. Ani trochę. - Szepnął do siebie, co zostało zagłuszone przez wiwaty i piski podekscytowania.
-Dzisiejsza walka to... - Wiwaty i gwizdy stały się głośniejsze - Krwawa Klinga z Załogi Czarnego Holendra - Krwawa Klinga wyszła z pomieszczenia pewnym krokiem machając szablą i przyjmując postawę obronną, o dziwo.
-Czyli ona też wie. - Pomyślał już całkowicie pochłonięty rozmyślaniami.
-Przeciwko Czarnej Róży z Aveerdam!!! - Wrzasnął, a oklaski, gwizdy i wiwaty zabrzmiały ze strony tych z Aveerdam. Widział jak twarz dziewczyny staje się bledsza, gdy jej przeciwniczka wchodziła na scenę. Uniosła w triumfie ręce i ukłoniła się uśmiechając się szelmowsko.
Miała długie perłowo-blond włosy i piękne, złociste oczy, które błyszczały dziwnie. Ubrana była w szlachecki ubiór, można było rzec. Miała długi do kolan, czerwony płaszcz ze złotymi wyszywaniami, który nie rozkładał się aż tak, jak Krwawej Klindze. Na twarzy nie miała ani jednej skazy, a na czerwonym kapeluszu przytwierdzona była, wraz z cierniami biała róża. Cień przełknął gulę w gardle i już teraz zwątpił co do tej walki. Ukłoniła się, a spod płaszcza zobaczył miliony noży i innych ,,zabawek".
-No to masz przerypane. - Pomyślał patrząc na Krwawą Klingę. Będzie musiała użyć swoich najbardziej skrywanych zdolności, aby móc ją w ogóle tknąć. Ta zauważyła jego wzrok i niepewnie skinęła głową.
-Proszę, abyście podeszły do siebie opierając się plecami i zrobiły pięć kroków w przód. - Zatrzymał na chwilę wzrok na Czarnej Róży, która uśmiechnęła się do niego. Widać było, że zrobiło mu się gorąco. Krwawa Klinga zerknęła na nią. Skrycie chichotała pod nosem - Bez żadnych sztuczek! - Dodał, gdy uznał, że może zaufać swojemu głosowi.
Klinga podeszła do niej opierając się o nią plecami słyszała krótką wiadomość - Długo nie pociągniesz. - Spojrzała na nią, a ta tylko uśmiechnęła się bezczelnie przechodząc do przodu. Ta po chwili uczyniła to samo z narastającym powątpiewaniem. Zamachnęła się szablą blokując rzucony w jej stronę nóż.
-Aj. - Uśmiechnęła się tamta wyciągając kolejny - Jest w Tobie coś, co sprawia, że pudłuje. Wiesz może, co to takiego? - Zapytała ironicznie.
-Nie. - Odparła lakonicznie blokując kolejny atak i przeskakując rzucone zaraz potem kilka noży. Warknęła ostrzegawczo i wyciągnęła zamaszystym ruchem nóż z nogi. Pociekło mnóstwo krwi, ale Klinga zignorowała to. W pełni skupiła się na atakach Czarnej Róży.
-Krwawa Klinga skupia się na Czarnej Róży! Mimo to ma głęboką ranę w nodze! Nie może z taką płynnością i elegancją unikać ataków jej przeciwniczki! - Krzyczał komentator w czasie, kiedy Krwawa odstawiała jakiś szalony taniec, aby uniknąć każdego noża z osobna. Zaraz potem zrobiła gwiazdę, co pozwoliło jej zaatakować Czarną Różę z bliska. Jednak nie było jej to pisane, gdyż ta odskoczyła i kopnęła ją tym samym odrzucając ją na kilka metrów w tył. Szabla z brzdękiem wypadła jej z ręki i nie czuła się na siłach, aby wstać, choć próbowała.
-To wszystko na co cię stać, Artie? - Szepnęła cicho podchodząc. Podrzucała nóż w ręce. Ta wiedziała, czego ona chce - chce zobaczyć ją w Ferworze Walki z wykorzystanymi wszystkimi zdolnościami.
-Ty... Nie chcesz tego. - Wysapała i po chwili poczuła na swoich plecach nogę Róży, która boleśnie wgniatała ją w jej żebra. Robiła to świadomie.
-Wiesz, że to jedyny sposób, by ze mną wygrać, a ty dla tego potrafisz poświęcić wszystko - Dla wygranej i dla swojej dumy oraz honoru. Dla tych trzech rzeczy potrafisz oddać życie. - Mówiła spokojnie bawiąc się nożem.
-Krwawa Klinga w potrzasku! - Wrzasnął komentator, a Czarny Holender przypatrywał się tej walce z narastającą paniką.
-Przecież ona ją zabije! - Krzyknął do bladego, już od paru godzin tej walki, kapitana.
-Wiem... - Wyszeptał sam nie dowierzając w to, co mówi. Przecież jeszcze nigdy nie przegrała. Nigdy.
-Potrafisz, ale nie chcesz pokazać światu prawdziwego oblicza. - Powiedziała tamta mocniej naciskając, aż tamta zacisnęła zęby. Nie chciała, jednak musiała. Zamknęła oczy i czuła, jak jej siły powracają i staje się silniejsza. Zacisnęła palce na pokrytym piaskiem drewnie. Chwilę potem z całej siły kopnęła z półobrotu Czarną Różę, która zaskoczona taką siłą wpadła na ścianę. Krwawa Klinga wyglądała jakby coś nad nią panowało - Wpadła w Ferwor. Miała puste oczy, które jeszcze niedawno świeciły emocjami takimi jak powątpiewanie, ale okropna pewność siebie. Wyciągnęła rękę, a chwilę potem w niej znalazła się szabla pokryta krwią. Nie ta, która leżała na ziemi. Była czarna z czerwonym od zaschniętej krwi, ostrzem. Jej jastrzębie pióro na kapeluszu zmieniło się w długie i pawie. Zamachnęła się bronią i podczas tego z ogromnym świstem broń wydawała się przecinać wszystko co stanie jej na drodze.
-Krwawa Klinga decyduje się wpaść w Ferwor! Niesamowite! Jeszcze nigdy nie widziałem takiej walki! - Wrzeszczał komentator, w czasie, gdy ta podchodziła do niej. Ku zdziwieniu wszystkich upadła na kolana i zwiesiła głowę, z której spadł kapelusz. Walczyła ze sobą, chciała wziąć panowanie nad Ferworem. Wielu wiedziało, że jest to niemożliwe. Jednak ku jeszcze większemu zdumieniu ta podniosła się nadal w Ferworze, ale już z normalnym spojrzeniem szarych tęczówek. Bez słowa zaszarżowała na Czarną Różę i w locie walczyły o dominację. Krwawa Klinga walczyła jedną ręką robiąc to jakby od niechcenia, a Róża musiała resztkami sił blokować jej ataki. Zamachnęła się dwoma nożami, ale ku jej zdziwieniu Klinga zablokowała jej nóż przy szyi ręką! Gołą ręką! Ściągnęła brwi i pojawiła się za nią. Zaatakowała, ale ta zablokowała jej atak nawet się go nie spodziewając! Niemożliwe! Warknęła ze złością i zaczęła atakować coraz szybciej na co ta odpowiadała ciągłym atakiem. Miała liczne rany na ciele, ale te zdawały się dodawać jej tylko sił i pogłębiały Ferwor. Wreszcie odrzuciła ją na ścianę i przystawiła szablę do jej szyi. Nie spodziewała się ataku z tyłu. Po chwili padła na ziemię z nożem wbitym w plecy. Za nią stała sapiąc Czarna Róża.
-Czarna Róża wygrywa!!! - Wrzasnął komentator, a zgodny ryk od strony widzów z Aveerdam zagłuszył rozcinanie lin i wejście do środka Czarnego Cienia, ten wyciągnął nóż z pleców Krwawej Klingi i rzucił nim pod nogi Czarnej Róży. Patrzył na nią przez chwilę z nieukrywanym obrzydzeniem i wziął ją na plecy biegnąc do Medyków.
-Nie wiedział, że to jedyny sposób, aby kogoś wyciągnąć z Ferworu... - Szepnęła Czarna Róża chwilę potem upadając z wycieńczenia.
,,Nieuczciwość" ( Znów ja. Znów nie kopiuj. )
Wiele bitew myśmy stoczyli,
rany swe zagoili.
Ale to nadal nie jest to,
walka na morzu daje zajawkę,
do tego co dzieje się w Walki Jamie.
Każdy ciekaw jest kto będzie walczył,
każdy chce widowisko zobaczyć te.
Nieuczciwe zagrania,
liczne rany i zadrapania.
To jest to czym każdy z nas szczyci się,
może oprócz jednej osoby.
Jest taka jedna,
co walczy sprawiedliwie,
nigdy, przenigdy nie złamała reguł.
Może i brzmi to podejrzanie,
ale stawiła za statek własne życie.
Każdy z nas pamięta ten dzień,
kiedy to Walki w Jamie zostały wymyślone.
Wielu z nas to zaakceptowało,
ale wielu nie miało zdania.
Pierwsze Igrzyska były krwawe,
tak samo jak każde kolejne.
Po wielu latach zakazane zostały,
aby nie narazić nas wszystkich na
wymordowanie.
Jednak po latach znów,
otwarte zostały.
Liczne tłumy stały przy wejściu,
gdyż miała odbyć się legendarna walka.
Czarny Holender z Trupią Czaszką,
walka kapitańska.
Tak właśnie się poznali,
zawarli sojusz, który trwa do dziś.
Nie chcieli mieć złota,
ale zabawę.
Nie chcieli zabijać,
ale się bronić i spełniać swe cele.
Każdy z nich miał za uszami swoje,
ale kto się tym przejmuje?
Nikt za pewne,
ale wielu z nich poległo.
Wielu wycierpiało swoje,
każdy z nich miał w sobie.
Coś co pomogło im przetrwać.
Coś co pomaga im nadal.
Co to jest?
Przyjaźń.
środa, 16 marca 2016
W Pirackich Grotach. Rozdział 2 - Złote Szylingi
Rozdział 2 - Złote Szylingi
Następnego ranka równo o godzinie szóstej nad ranem Krwawa Klinga obudziła się w bardzo dobrym humorze. Wyskoczyła z łóżka i stanęła przed oknem w kajucie, które pokazywało oświetlone promieniami wschodzącego słońca Zatokę Krateefra, gdzie znajdowały się Pirackie Groty. Perlisty piasek i gładka jak lustro srebrzysta tafla oceanu uderzały o brzegi Wyspy. Zapowiadał się świetny dzień.
Uśmiechnęła się i zarzuciła na siebie zwykły, czarny płaszcz ze złotymi paskami wzdłuż zapięcia, czarne spodnie ze złotym haftem oraz kozaki, również czarne. No i oczywiście jej czarny kapelusz z jastrzębim piórem, który był jej znakiem rozpoznawczym. Zastanawiała się nad opaską na oko, ale zrezygnowała, w końcu w Pirackiej Grocie bardziej chwali się rany i obrażenia zdobyte podczas wielu wyprawy, a w końcu ta blizna ciągnąca się przez jej oko i tym samym uniemożliwiająca jej widzenie, była zarobiona podczas epickiego pojedynku z czasem. Statek Czarny Holender zatonąłby, gdyby nie jej samotna walka podczas abordażu i zatopienie przeciwnego statku. Właśnie podczas tego kapitan z tamtego statku, którego nazwy nie pamiętała pogratulował jej zdolności, ale przed tym przeciągnął swoim ostrzem przez jej oko i uśmiechnął się złośliwie pozwalając jej zepchnąć się do otchłani. Pamiętała tamten dzień aż za dobrze, leżała tydzień w Nadbudówce Medycznej, a zaraz potem powiedziano, że już nigdy nie będzie tym okiem widzieć i, że na zawsze ta blizna zostanie. Pamiętała również ich mało inteligentne miny, kiedy stwierdziła, że mogło być gorzej, zrywając bandaż z oka oraz zakładając kapelusz i jak gdyby nic wychodząc na pokład. Uśmiechnęła się do tych myśli i we wspaniałym humorze nucąc pirackie piosenki weszła po linach na bocianie gniazdo. Nie była jednak przygotowana, aby zobaczyć Czarnego Cienia siedzącego w nim i przecierającego oczy. O mało nie spadła jednak ten zareagował i przyciągnął ją do siebie na odległość ramion. Chwilę potem zostawił ją odrętwiałą w miejscu a sam usiadł głośno przeklinając na swoją głupotę. Krwawa otrząsnęła się chwilę potem, popatrzyła na niego pytająco.
-Proszę cię, nie zaczynaj swojego monologu i bądź cicho. - Jęknął - Mam ochotę wysadzić sobie głowę.
-Było tyle pić? - Zapytała i zaśmiała się na widok jego miny. Usiadła obok niego i razem wpatrywali się we wschodzące słońce.
-Wiesz co? - Zapytał po dłuższej chwili, ta odwróciła wzrok i uniosła brew w niemym pytaniu - Kiedy będę chciał wypić więcej niż mogę obezwładnij mnie, błagam. - Mruknął z irytacją mierzwiąc sobie włosy i wzdychając głośno. Tamta zaśmiała się i poklepała go w plecy.
-Da się załatwić. - Uśmiechnęła się odwracając wzrok - Cień?
-Hmm? - Popatrzył w jej stronę.
-Nie będzie ci gorąco w tym czarnym? - Zapytała rozbawiona i zaśmiała się widząc jego mordercze spojrzenie.
-To jedyny kolor, w którym normalnie wyglądam, poza tym ty też. - Mruknął zrezygnowany, wiedząc, że jego spojrzenia na nią nie działają. Ta skinęła głową i znów patrzyła w piękny widok. Kontem oka zobaczyła, że Cień zamyka oczy i uspakaja oddech oraz wycisza się. Często tak robił, kiedy go coś irytowało, albo był po prostu zmęczony.
-Następnym razem polecam Ci piwo, - Powiedziała, a tamten spojrzał na nią, wyglądał jakby chciał ozdobić maszt jej zwłokami - ma mniej alkoholu. - Dodała i uśmiechnęła się złośliwie szybko ulatniając się. Westchnął i pokręcił głową.
Tymczasem Krwawa Klinga weszła do Nadbudówki dla Szczurów Okrętowych. Stanęła w drzwiach:
-Wstawać lenie! Siódma rano nadchodzi a wy jeszcze śpicie! Jak chcecie leżeć w czasie gdy my będziemy w Grocie proszę bardzo!!! - Ryknęła i nagle wszyscy zerwali się z łóżek. Miała zbyt donośny głos by używać go w takich małych pomieszczeniach. Ten najbliżej niej, Johnson, skrzywił się z tego powodu, jednak ta widząc jego minę podniosła głos, chwilę potem uśmiechnęła się do niego złośliwie i wyszła trzaskając drzwiami.
W podobny sposób została obudzona reszta okrętu i chwilę potem w ponurych nastrojach zjawili się na statku. Zaraz po nich z Nadbudówki Kapitana wyszedł on sam z Krwawą Klingą po prawej i Czarnym Cieniem po lewej. Ci po bokach zostali z tyłu a Kapitan wyszedł trochę dalej:
-Coście tacy ponurzy jak grabarze? - Zapytał radośnie wyciągając szablę - Wyruszamy do Pirackiej Groty! Piraci! Na Ląd! - Zawołał i uniósł swoją szablę wysoko nad głowę - Tegoroczny wypad urozmaici nam Krwawa Klinga! Będzie walczyła na tegorocznym Pirackim Turnieju! - Zawołał.
Cała załoga zgodnie opuściła pokład statku i ruszyła przez piaszczystą plażę. Ci, którzy byli tu pierwszy raz rozglądali się dookoła podziwiając i napawając się widokiem. Wszystko wydawało się doskonale zabezpieczone i ukryte, wiedzieli tylko, że Pirackie Groty są ukryte daleko w głębi lasu.
Idąc tak podśpiewywali:
,,Złote Szylingi" (Znów 100% przeze mnie! Nie kopiuj!)
-Złoto to to, czego mu żądamy od losu,
ten zawsze pozostaje hojny i dumny.
Ukrywa skarby głęboko w ziemi,
a piraci, czyli my, musimy je odnaleźć!
Takie właśnie jest zadanie,
czy to duże, czy to małe.
Jednak każdy z nas próbuje
zyskać czas i cenne przedmioty,
sławę i rozgłos wielki.
Był taki jeden, co zwał się Czarnobrody,
od niego właśnie się to zaczęło.
Czarną, długą brodę miał i miliony
pomysłów znikąd.
Zwany był postrachem mórz i oceanów.
Podbił wszystkie Zatoki,
aż zginął w Wielkiej Walce.
Jednak. To jest nasza inspiracja!
Walka i niebywała gracja!
W Pirackich Grotach się wymieniamy,
każdy Złoty Szyling połyskuje.
My zaś patrzymy dumnie przed siebie,
licząc swój zarobek.
Każdy pieniądz liczy się,
gdyż tutaj dzieją się rzeczy niesamowite.
Ze zwykłego przydomka, typu Czarny Cień,
zdobywa się rozgłos i swobodę.
Na morzach żeśmy wiele razy walczyli,
jednak to, co się dzieje w Jamie Walki,
to przy tym to nic.
Każdy sztorm, każdy potwór morski,
myśmy żyli z walk i skarbów,
gdyż los od nas zapłaty chce.
Każda kropla krwi liczy się,
każda sztabka czystego złota,
jest dla nas ogromnym skarbem.
A co moje, to nie twoje!
To jest jedno z naszych praw.
Pirackie Groty to tajne miejsce,
gdzie każdy z nas wymienia się.
Każdy Szyling przekona mnie,
aby wydać swe sekrety.
Wielkie skarby i oszczerstwa
to nasza jedna, wielka specjalność.
Zamożni myśmy nie jesteśmy,
jednak żyć, żyjemy!
Następnego ranka równo o godzinie szóstej nad ranem Krwawa Klinga obudziła się w bardzo dobrym humorze. Wyskoczyła z łóżka i stanęła przed oknem w kajucie, które pokazywało oświetlone promieniami wschodzącego słońca Zatokę Krateefra, gdzie znajdowały się Pirackie Groty. Perlisty piasek i gładka jak lustro srebrzysta tafla oceanu uderzały o brzegi Wyspy. Zapowiadał się świetny dzień.
Uśmiechnęła się i zarzuciła na siebie zwykły, czarny płaszcz ze złotymi paskami wzdłuż zapięcia, czarne spodnie ze złotym haftem oraz kozaki, również czarne. No i oczywiście jej czarny kapelusz z jastrzębim piórem, który był jej znakiem rozpoznawczym. Zastanawiała się nad opaską na oko, ale zrezygnowała, w końcu w Pirackiej Grocie bardziej chwali się rany i obrażenia zdobyte podczas wielu wyprawy, a w końcu ta blizna ciągnąca się przez jej oko i tym samym uniemożliwiająca jej widzenie, była zarobiona podczas epickiego pojedynku z czasem. Statek Czarny Holender zatonąłby, gdyby nie jej samotna walka podczas abordażu i zatopienie przeciwnego statku. Właśnie podczas tego kapitan z tamtego statku, którego nazwy nie pamiętała pogratulował jej zdolności, ale przed tym przeciągnął swoim ostrzem przez jej oko i uśmiechnął się złośliwie pozwalając jej zepchnąć się do otchłani. Pamiętała tamten dzień aż za dobrze, leżała tydzień w Nadbudówce Medycznej, a zaraz potem powiedziano, że już nigdy nie będzie tym okiem widzieć i, że na zawsze ta blizna zostanie. Pamiętała również ich mało inteligentne miny, kiedy stwierdziła, że mogło być gorzej, zrywając bandaż z oka oraz zakładając kapelusz i jak gdyby nic wychodząc na pokład. Uśmiechnęła się do tych myśli i we wspaniałym humorze nucąc pirackie piosenki weszła po linach na bocianie gniazdo. Nie była jednak przygotowana, aby zobaczyć Czarnego Cienia siedzącego w nim i przecierającego oczy. O mało nie spadła jednak ten zareagował i przyciągnął ją do siebie na odległość ramion. Chwilę potem zostawił ją odrętwiałą w miejscu a sam usiadł głośno przeklinając na swoją głupotę. Krwawa otrząsnęła się chwilę potem, popatrzyła na niego pytająco.
-Proszę cię, nie zaczynaj swojego monologu i bądź cicho. - Jęknął - Mam ochotę wysadzić sobie głowę.
-Było tyle pić? - Zapytała i zaśmiała się na widok jego miny. Usiadła obok niego i razem wpatrywali się we wschodzące słońce.
-Wiesz co? - Zapytał po dłuższej chwili, ta odwróciła wzrok i uniosła brew w niemym pytaniu - Kiedy będę chciał wypić więcej niż mogę obezwładnij mnie, błagam. - Mruknął z irytacją mierzwiąc sobie włosy i wzdychając głośno. Tamta zaśmiała się i poklepała go w plecy.
-Da się załatwić. - Uśmiechnęła się odwracając wzrok - Cień?
-Hmm? - Popatrzył w jej stronę.
-Nie będzie ci gorąco w tym czarnym? - Zapytała rozbawiona i zaśmiała się widząc jego mordercze spojrzenie.
-To jedyny kolor, w którym normalnie wyglądam, poza tym ty też. - Mruknął zrezygnowany, wiedząc, że jego spojrzenia na nią nie działają. Ta skinęła głową i znów patrzyła w piękny widok. Kontem oka zobaczyła, że Cień zamyka oczy i uspakaja oddech oraz wycisza się. Często tak robił, kiedy go coś irytowało, albo był po prostu zmęczony.
-Następnym razem polecam Ci piwo, - Powiedziała, a tamten spojrzał na nią, wyglądał jakby chciał ozdobić maszt jej zwłokami - ma mniej alkoholu. - Dodała i uśmiechnęła się złośliwie szybko ulatniając się. Westchnął i pokręcił głową.
Tymczasem Krwawa Klinga weszła do Nadbudówki dla Szczurów Okrętowych. Stanęła w drzwiach:
-Wstawać lenie! Siódma rano nadchodzi a wy jeszcze śpicie! Jak chcecie leżeć w czasie gdy my będziemy w Grocie proszę bardzo!!! - Ryknęła i nagle wszyscy zerwali się z łóżek. Miała zbyt donośny głos by używać go w takich małych pomieszczeniach. Ten najbliżej niej, Johnson, skrzywił się z tego powodu, jednak ta widząc jego minę podniosła głos, chwilę potem uśmiechnęła się do niego złośliwie i wyszła trzaskając drzwiami.
W podobny sposób została obudzona reszta okrętu i chwilę potem w ponurych nastrojach zjawili się na statku. Zaraz po nich z Nadbudówki Kapitana wyszedł on sam z Krwawą Klingą po prawej i Czarnym Cieniem po lewej. Ci po bokach zostali z tyłu a Kapitan wyszedł trochę dalej:
-Coście tacy ponurzy jak grabarze? - Zapytał radośnie wyciągając szablę - Wyruszamy do Pirackiej Groty! Piraci! Na Ląd! - Zawołał i uniósł swoją szablę wysoko nad głowę - Tegoroczny wypad urozmaici nam Krwawa Klinga! Będzie walczyła na tegorocznym Pirackim Turnieju! - Zawołał.
Cała załoga zgodnie opuściła pokład statku i ruszyła przez piaszczystą plażę. Ci, którzy byli tu pierwszy raz rozglądali się dookoła podziwiając i napawając się widokiem. Wszystko wydawało się doskonale zabezpieczone i ukryte, wiedzieli tylko, że Pirackie Groty są ukryte daleko w głębi lasu.
Idąc tak podśpiewywali:
,,Złote Szylingi" (Znów 100% przeze mnie! Nie kopiuj!)
-Złoto to to, czego mu żądamy od losu,
ten zawsze pozostaje hojny i dumny.
Ukrywa skarby głęboko w ziemi,
a piraci, czyli my, musimy je odnaleźć!
Takie właśnie jest zadanie,
czy to duże, czy to małe.
Jednak każdy z nas próbuje
zyskać czas i cenne przedmioty,
sławę i rozgłos wielki.
Był taki jeden, co zwał się Czarnobrody,
od niego właśnie się to zaczęło.
Czarną, długą brodę miał i miliony
pomysłów znikąd.
Zwany był postrachem mórz i oceanów.
Podbił wszystkie Zatoki,
aż zginął w Wielkiej Walce.
Jednak. To jest nasza inspiracja!
Walka i niebywała gracja!
W Pirackich Grotach się wymieniamy,
każdy Złoty Szyling połyskuje.
My zaś patrzymy dumnie przed siebie,
licząc swój zarobek.
Każdy pieniądz liczy się,
gdyż tutaj dzieją się rzeczy niesamowite.
Ze zwykłego przydomka, typu Czarny Cień,
zdobywa się rozgłos i swobodę.
Na morzach żeśmy wiele razy walczyli,
jednak to, co się dzieje w Jamie Walki,
to przy tym to nic.
Każdy sztorm, każdy potwór morski,
myśmy żyli z walk i skarbów,
gdyż los od nas zapłaty chce.
Każda kropla krwi liczy się,
każda sztabka czystego złota,
jest dla nas ogromnym skarbem.
A co moje, to nie twoje!
To jest jedno z naszych praw.
Pirackie Groty to tajne miejsce,
gdzie każdy z nas wymienia się.
Każdy Szyling przekona mnie,
aby wydać swe sekrety.
Wielkie skarby i oszczerstwa
to nasza jedna, wielka specjalność.
Zamożni myśmy nie jesteśmy,
jednak żyć, żyjemy!
wtorek, 15 marca 2016
Ahoj! Rozdział 1 - Zatoki Krateefra
Rozdział 1 - Zatoki Krateefra:
Sztorm, okolice Zatok Krateefra. Statek Czarny Holender wyruszył w morze całe trzy godziny temu. Znajdują się blisko lądu, ale ich pierwszą przeszkodą stają się Zatoki Krateefra. Niebezpieczne i groźne tereny, które zabijają miliony niedoświadczonych szczurów okrętowych. Kapitan uśmiecha się szelmowsko do swoich myśli, które pozostają nieodgadnione dla nowicjuszy, jednak jego doradczyni i Prawa Ręka patrzy na niego domyślając się o co mu chodzi.
-Zwiększyć prędkość do 14 węzłów! Przed nami ciężki kawałek! Łapać się czegoś, aby nie wypaść! - Woła i mokry ster wyślizguje mu się spod palców, jednak ten szybko zawraca go. Woda wlewa się na statek, młodsi piraci popadają w histerię, jednak Ci bardziej doświadczeni bez mrugnięcia okiem wykonują polecenia kapitana. Wiedzą, że ten jest bardzo doświadczonym wilkiem morskim i zna oceany i morza jak własną kieszeń - 16 węzłów! - Krzyczy nadal panując nad wściekłym sterem, który cały czas płata sobie z niego żarty.
-Johnson! Do roboty! - Wreszcie, widząc, że kapitan potrzebuje się skoncentrować do akcji wkracza jego doradczyni. Wbiega na pokład i odbiera Johnsonowi żagiel momentalnie rozplątując go i wchodząc na górę po linach i rozwija żagiel zwiększając prędkość - Johnson! Won z pokładu!!! - Wrzeszczy i sama zabiera się do pomocy innych. Roztrzęsiony pirat szybko opuszcza pokład. Z daleka widzą Trupią Czaszkę. Kolejnych piratów, i ci, jak się okazuje przygotowują się do przepłynięcia Cieśniny Czaszek. Są w sojuszu, w normalnych okolicznościach jeden z nich musiałby się wycofać, albo zacząć atakować, co jest w tej sytuacji nierozważne. Każdy statek niebezpiecznie się chybotał i była możliwość utraty równowagi, statek poszedłby na dno przy pierwszym strzale.
Po dłuższym przygotowaniu kapitan puszcza ster kierując się prosto pomiędzy skalne ścianki. Trupia Czaszka wpływa za nimi, widzą jak Czarny Cień, tak nazywali doradcę Kapitana Trupiej Czaszki wyskakuje ze statku. Linami pomaga sobie pokonać ze staranną elegancją kamienne ścianki. Wskakuje na pokręt Czarnego Holendra i kłania się nisko. Szczury okrętowe patrzą się na niego z nieukrywanym szokiem, ten tylko odzywa się:
-Wyglądacie jeszcze bardziej skretyniali z tymi minami, niż w rzeczywistości jesteście. - Powiedział dość głośno i jednym skokiem znalazł się przy Kapitanie Czarnego Holendra. Ten skinął i w ostatniej sekundzie złapał ster i zaczął prowadzić statek. Kapitan był ranny w rękę i nie miał siły.
-Pracować! - Ryknęła doradczyni i rzuciła się pomóc jej kapitanowi - Cień, dasz radę?
-Po... -Stęka - Winienem. - Idź.
Kiwa głową i bierze Kapitana na plecy pomagając mu zejść po schodach i kieruje się do nadbudówek. Tam kładzie go na łóżku i wzywa medyka, chwilę potem szybko wracają do łóżka kapitana i ten zaczyna się nim zajmować. Zaś Krwista Klinga, tak nazywana była doradczyni, ruszyła z pomocą Cieniowi.
-Na trzy ciągnij w moją stronę. - Powiedział z wysiłkiem i szarpnął - Raz... Dwa... Trzy! - Odliczył i zgodnie szarpnęli pozwalając okrętowi przepłynąć przez skały, na których widoczne były kości, tych, co nie przebyli tej drogi. Niestety, nie udało im się wykręcić wystarczająco i tym samym obrysowali znaczącą ilość drewna na lewej burcie, jednak udało im się pokonać Cieśninę Czaszek.
-Cień, teraz trzeba pomóc Trupiej Czaszce. - Powiedziała tamta i zgodnie wyskoczyli, Cień trzymając Klingę, tamta torowała mu drogę tnąc porośnięte lianami skały, niektóre kamienie spadały do wody, ale to nie było teraz ważne. Wskoczyli na okręt Trupiej Czaszki. Czarny Cień padł zmęczony i głośno sapiąc dał się innym Piratom przetransportować do nadbudówek Trupiej Czaszki. Krwawa rzuca się w kierunku Kapitana otrzymując od niego ster, tamten tylko mówił jej gdzie i co zrobić.
Po długiej, prawie dwugodzinnej przeprawie dopływają do Pirackiej Groty. Miejsca, gdzie Piraci spotykają się od czasu do czasu na licznych targach, skupowiskach i walkach, albo popijają rum w karczmach. Teraz załogi dopłynęły do portu i wiwatowali zgodnie przy wielu pieśniach.
,,Ahoj" ( 100% Mój pomysł! Nie kopiuj, chyba, że za zgodą!)
-Tam gdzie cieśnin sto,
będziemy zgodnie popijać rum,
gdyż co zatrzyma nas?
Piratów z morza odmętów?
Któż powiedział, że
miliony złota mieć?
Złoto to losu zapłata,
w kącie stoi szafa sękata,
ależ któż na to patrzy?!
Nasze ziemie to oceany.
Liczne, zacne, ogrom ich!
Tam, gdziem nie był będę dziś!
Każdy z nas skarbów szuka,
każdy z nas zastuka, zapuka,
do złotych drzwi.
Gdzie leży wielki skarb,
każdy z nas widzi w oddali,
wspomnień progiem ugości nas,
nas piratów i kamratów co tę pieśń śpiewają,
gdyż myśmy właśnie przeżyli sztorm!
Ahoj!
Rumu litry będziem pić!
Ahoj! Ahoj!
Każdy z nas żywy jest!
Dopóki żyw skarby będę zbierać!
Nie każ mi na to czekać!
Szukaj mapy w te i we wte!
Może wreszcie znajdziesz coś,
w końcu iskra nadzieji w nas jest,
nas, piratów i kamratów, którzy właśnie przeżyli sztorm.
Ahoj! Ahoj! Ahoj!!!
Na statku odbyły się liczne zabawy, jednak gwoździem programu był wspólny taniec Cienia z Klingą. Tych, co uratowali okręty i załogę od zatonięcia, gdzieś w głębi oddali. Tańczyli aż po zmierzch, wtedy dopiero każdy zażył zasłużonego odpoczynku. Jutro mieli wyruszyć do Pirackiej Groty i spędzić tam kilka dni. Za kilka szylingów możliwe, że wykupią mapę albo jakąś zagadkę do rozwikłania. Jednak teraz nikt nie chciał się tym przejmować. A z rana ciekawe jak będą funkcjonować? W końcu rum to również alkohol. ;)
Sztorm, okolice Zatok Krateefra. Statek Czarny Holender wyruszył w morze całe trzy godziny temu. Znajdują się blisko lądu, ale ich pierwszą przeszkodą stają się Zatoki Krateefra. Niebezpieczne i groźne tereny, które zabijają miliony niedoświadczonych szczurów okrętowych. Kapitan uśmiecha się szelmowsko do swoich myśli, które pozostają nieodgadnione dla nowicjuszy, jednak jego doradczyni i Prawa Ręka patrzy na niego domyślając się o co mu chodzi.
-Zwiększyć prędkość do 14 węzłów! Przed nami ciężki kawałek! Łapać się czegoś, aby nie wypaść! - Woła i mokry ster wyślizguje mu się spod palców, jednak ten szybko zawraca go. Woda wlewa się na statek, młodsi piraci popadają w histerię, jednak Ci bardziej doświadczeni bez mrugnięcia okiem wykonują polecenia kapitana. Wiedzą, że ten jest bardzo doświadczonym wilkiem morskim i zna oceany i morza jak własną kieszeń - 16 węzłów! - Krzyczy nadal panując nad wściekłym sterem, który cały czas płata sobie z niego żarty.
-Johnson! Do roboty! - Wreszcie, widząc, że kapitan potrzebuje się skoncentrować do akcji wkracza jego doradczyni. Wbiega na pokład i odbiera Johnsonowi żagiel momentalnie rozplątując go i wchodząc na górę po linach i rozwija żagiel zwiększając prędkość - Johnson! Won z pokładu!!! - Wrzeszczy i sama zabiera się do pomocy innych. Roztrzęsiony pirat szybko opuszcza pokład. Z daleka widzą Trupią Czaszkę. Kolejnych piratów, i ci, jak się okazuje przygotowują się do przepłynięcia Cieśniny Czaszek. Są w sojuszu, w normalnych okolicznościach jeden z nich musiałby się wycofać, albo zacząć atakować, co jest w tej sytuacji nierozważne. Każdy statek niebezpiecznie się chybotał i była możliwość utraty równowagi, statek poszedłby na dno przy pierwszym strzale.
Po dłuższym przygotowaniu kapitan puszcza ster kierując się prosto pomiędzy skalne ścianki. Trupia Czaszka wpływa za nimi, widzą jak Czarny Cień, tak nazywali doradcę Kapitana Trupiej Czaszki wyskakuje ze statku. Linami pomaga sobie pokonać ze staranną elegancją kamienne ścianki. Wskakuje na pokręt Czarnego Holendra i kłania się nisko. Szczury okrętowe patrzą się na niego z nieukrywanym szokiem, ten tylko odzywa się:
-Wyglądacie jeszcze bardziej skretyniali z tymi minami, niż w rzeczywistości jesteście. - Powiedział dość głośno i jednym skokiem znalazł się przy Kapitanie Czarnego Holendra. Ten skinął i w ostatniej sekundzie złapał ster i zaczął prowadzić statek. Kapitan był ranny w rękę i nie miał siły.
-Pracować! - Ryknęła doradczyni i rzuciła się pomóc jej kapitanowi - Cień, dasz radę?
-Po... -Stęka - Winienem. - Idź.
Kiwa głową i bierze Kapitana na plecy pomagając mu zejść po schodach i kieruje się do nadbudówek. Tam kładzie go na łóżku i wzywa medyka, chwilę potem szybko wracają do łóżka kapitana i ten zaczyna się nim zajmować. Zaś Krwista Klinga, tak nazywana była doradczyni, ruszyła z pomocą Cieniowi.
-Na trzy ciągnij w moją stronę. - Powiedział z wysiłkiem i szarpnął - Raz... Dwa... Trzy! - Odliczył i zgodnie szarpnęli pozwalając okrętowi przepłynąć przez skały, na których widoczne były kości, tych, co nie przebyli tej drogi. Niestety, nie udało im się wykręcić wystarczająco i tym samym obrysowali znaczącą ilość drewna na lewej burcie, jednak udało im się pokonać Cieśninę Czaszek.
-Cień, teraz trzeba pomóc Trupiej Czaszce. - Powiedziała tamta i zgodnie wyskoczyli, Cień trzymając Klingę, tamta torowała mu drogę tnąc porośnięte lianami skały, niektóre kamienie spadały do wody, ale to nie było teraz ważne. Wskoczyli na okręt Trupiej Czaszki. Czarny Cień padł zmęczony i głośno sapiąc dał się innym Piratom przetransportować do nadbudówek Trupiej Czaszki. Krwawa rzuca się w kierunku Kapitana otrzymując od niego ster, tamten tylko mówił jej gdzie i co zrobić.
Po długiej, prawie dwugodzinnej przeprawie dopływają do Pirackiej Groty. Miejsca, gdzie Piraci spotykają się od czasu do czasu na licznych targach, skupowiskach i walkach, albo popijają rum w karczmach. Teraz załogi dopłynęły do portu i wiwatowali zgodnie przy wielu pieśniach.
,,Ahoj" ( 100% Mój pomysł! Nie kopiuj, chyba, że za zgodą!)
-Tam gdzie cieśnin sto,
będziemy zgodnie popijać rum,
gdyż co zatrzyma nas?
Piratów z morza odmętów?
Któż powiedział, że
miliony złota mieć?
Złoto to losu zapłata,
w kącie stoi szafa sękata,
ależ któż na to patrzy?!
Nasze ziemie to oceany.
Liczne, zacne, ogrom ich!
Tam, gdziem nie był będę dziś!
Każdy z nas skarbów szuka,
każdy z nas zastuka, zapuka,
do złotych drzwi.
Gdzie leży wielki skarb,
każdy z nas widzi w oddali,
wspomnień progiem ugości nas,
nas piratów i kamratów co tę pieśń śpiewają,
gdyż myśmy właśnie przeżyli sztorm!
Ahoj!
Rumu litry będziem pić!
Ahoj! Ahoj!
Każdy z nas żywy jest!
Dopóki żyw skarby będę zbierać!
Nie każ mi na to czekać!
Szukaj mapy w te i we wte!
Może wreszcie znajdziesz coś,
w końcu iskra nadzieji w nas jest,
nas, piratów i kamratów, którzy właśnie przeżyli sztorm.
Ahoj! Ahoj! Ahoj!!!
Na statku odbyły się liczne zabawy, jednak gwoździem programu był wspólny taniec Cienia z Klingą. Tych, co uratowali okręty i załogę od zatonięcia, gdzieś w głębi oddali. Tańczyli aż po zmierzch, wtedy dopiero każdy zażył zasłużonego odpoczynku. Jutro mieli wyruszyć do Pirackiej Groty i spędzić tam kilka dni. Za kilka szylingów możliwe, że wykupią mapę albo jakąś zagadkę do rozwikłania. Jednak teraz nikt nie chciał się tym przejmować. A z rana ciekawe jak będą funkcjonować? W końcu rum to również alkohol. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)