http://hpbycoyotesama.blogspot.com/
:]
piątek, 25 marca 2016
czwartek, 24 marca 2016
Pirackie Turnieje. Rozdział 3 - Krwawa Walka
Rozdział 3 - Krwawa Walka
Edit 25.03 - Walka zmieniona
Kamienny krąg pirackiej bramy był przyozdobiony licznymi flagami legendarnych statków i przedmiotów z nimi związanymi. Po bokach stały dwie pochodnie gdzie od czasu do czasu wylatywały iskry, które po długim tańcu na wietrze opadały na ziemię, a tam po krótkiej chwili znikały. Krwawa Klinga rozejrzała się dookoła, przechadzka po lesie z licznymi przerwami ze względu na piratów trwała aż do wieczora. Słońce zachodziło, po to, aby po chwili znaleźć się poza widnokręgiem, karmazynowy kolor na niebie odznaczał się spomiędzy fioletami, różami i odcieniami pomarańczu, które zdobiły niebo. Spojrzała na bramę, statki-legendy, które zatonęły wiele lat temu nadal były rozpamiętywane. Widziała tutaj flagę Czarnobrodego i wielu innych, którzy polegli w morza otchłani. Zobaczyła również, że klucznik - czyli strażnik kamiennego kręgu, nie wiedzieć czemu przypatrywał się jej w czasie gdy kapitan zgłaszał gotowość oby dwóch statków. Tamten wreszcie odwrócił wzrok i skinął głową do kapitana, przeszedł koło niego i przepuścił załogę do wejścia Pirackiej Groty. Przeszli żwawo przez nie i weszli do miejsca znanemu wielu piratom, legendarnym jak i powszechnie znanych - Pirackiej Groty na wyspie, blisko Zatoki Krateefra i pomiędzy lądami Aveerdam'u - Lądami wiecznych oszustw, hazardu i zabójstw. Kapitan ogłosił, że każdy może się rozdzielić i chodzić, gdzie mu się podoba, ale za trzy dni odpływają o godzinie 12:00 i nie będą na nikogo czekać. Krwawa Klinga bez słowa pierwsza odłączyła się od grupy i ruszyła do Pirackich Turniejów, jak głosiła w wielu miejscach poprzecinana i ze strzałą w R, tabliczka. Tam ruszyła do Zawodnicy i zgłosiła swoje przybycie. Usiadła bez słowa na wskazanym miejscu i przez okno, a raczej wyżłobienie w skale, widziała jak załoga Czarnego Holendra zajmuje swoje miejsca. Rozejrzała się po zawodnikach. Zobaczyła wielu nowicjuszy i początkujących, ale również wielu doświadczonych, doradców i nawet kapitanów. Zatrzymała spojrzenie na czerwonym kapeluszu z białą różą z zaskoczeniem.
-To niemożliwe. - Pomyślała - To nie jest możliwe. - Zamrugała kilka razy w oszołomieniu i odwróciła wzrok. To nie może być ona. Nie teraz.
Po dłuższym czasie do pokoju wszedł jeden z organizatorów.
-Krwawa Klinga z Czarnego Holendra i Czarna Róża z Aveerdam. - Ogłosił i odszedł. Westchnęła i wstała napotykając zaskoczone spojrzenie Czarnej Róży. Ruszyły do sali przy wgłębieniu w ziemi, w którym miała odbyć się walka.
-Witamy w Jamie Walki na corocznych Pirackich Turniejach! - Zawołał komentator stojąc na widocznym dla wszystkich podwyższeniu. Uśmiechnął się czarująco do wszystkich w czego rezultacie musieli ocucić kilka niedoświadczonych dziewczyn - Tutaj James Hugvel i jestem komentatorem jak co roku! - Ogłosił i słyszalne były brzdęki sakw i przekazywanych pomiędzy piratami pieniędzy. Czarny Cień rozejrzał się po wszystkich.
-Nie podoba mi się to, kapitanie. Oni wiedzą o czymś, czego my nie wiemy.
-Nie wyolbrzymiaj, Cień. - Odparł tamten - Krwawa Klinga jeszcze nigdy nie przegrała walki w Jamie Walki. Zawsze wygrywa swoje walki, a przegrywa nie do byle kogo. - Powiedział machając do jakiegoś pirata na drugiej stronie sali.
-Nadal mi się to nie podoba, wyczuwam, że coś jest nie tak, jak być powinno. - Rozejrzał się. Zamknął oczy i otworzył je, były czarne i zamglone. Spoglądał właśnie w umysł komentatora.
Krwawa Klinga i Czarna Róża! To będzie widowisko! - Myślał tamten. Ten od razu opuścił jego umysł jeszcze bledszy, o ile to możliwe przy jego prawie białej skórze i spojrzał z powątpiewaniem na kapitana.
-Nie podoba mi się to. Ani trochę. - Szepnął do siebie, co zostało zagłuszone przez wiwaty i piski podekscytowania.
-Dzisiejsza walka to... - Wiwaty i gwizdy stały się głośniejsze - Krwawa Klinga z Załogi Czarnego Holendra - Krwawa Klinga wyszła z pomieszczenia pewnym krokiem machając szablą i przyjmując postawę obronną, o dziwo.
-Czyli ona też wie. - Pomyślał już całkowicie pochłonięty rozmyślaniami.
-Przeciwko Czarnej Róży z Aveerdam!!! - Wrzasnął, a oklaski, gwizdy i wiwaty zabrzmiały ze strony tych z Aveerdam. Widział jak twarz dziewczyny staje się bledsza, gdy jej przeciwniczka wchodziła na scenę. Uniosła w triumfie ręce i ukłoniła się uśmiechając się szelmowsko.
Miała długie perłowo-blond włosy i piękne, złociste oczy, które błyszczały dziwnie. Ubrana była w szlachecki ubiór, można było rzec. Miała długi do kolan, czerwony płaszcz ze złotymi wyszywaniami, który nie rozkładał się aż tak, jak Krwawej Klindze. Na twarzy nie miała ani jednej skazy, a na czerwonym kapeluszu przytwierdzona była, wraz z cierniami biała róża. Cień przełknął gulę w gardle i już teraz zwątpił co do tej walki. Ukłoniła się, a spod płaszcza zobaczył miliony noży i innych ,,zabawek".
-No to masz przerypane. - Pomyślał patrząc na Krwawą Klingę. Będzie musiała użyć swoich najbardziej skrywanych zdolności, aby móc ją w ogóle tknąć. Ta zauważyła jego wzrok i niepewnie skinęła głową.
-Proszę, abyście podeszły do siebie opierając się plecami i zrobiły pięć kroków w przód. - Zatrzymał na chwilę wzrok na Czarnej Róży, która uśmiechnęła się do niego. Widać było, że zrobiło mu się gorąco. Krwawa Klinga zerknęła na nią. Skrycie chichotała pod nosem - Bez żadnych sztuczek! - Dodał, gdy uznał, że może zaufać swojemu głosowi.
Klinga podeszła do niej opierając się o nią plecami słyszała krótką wiadomość - Długo nie pociągniesz. - Spojrzała na nią, a ta tylko uśmiechnęła się bezczelnie przechodząc do przodu. Ta po chwili uczyniła to samo z narastającym powątpiewaniem. Zamachnęła się szablą blokując rzucony w jej stronę nóż.
-Aj. - Uśmiechnęła się tamta wyciągając kolejny - Jest w Tobie coś, co sprawia, że pudłuje. Wiesz może, co to takiego? - Zapytała ironicznie.
-Nie. - Odparła lakonicznie blokując kolejny atak i przeskakując rzucone zaraz potem kilka noży. Warknęła ostrzegawczo i wyciągnęła zamaszystym ruchem nóż z nogi. Pociekło mnóstwo krwi, ale Klinga zignorowała to. W pełni skupiła się na atakach Czarnej Róży.
-Krwawa Klinga skupia się na Czarnej Róży! Mimo to ma głęboką ranę w nodze! Nie może z taką płynnością i elegancją unikać ataków jej przeciwniczki! - Krzyczał komentator w czasie, kiedy Krwawa odstawiała jakiś szalony taniec, aby uniknąć każdego noża z osobna. Zaraz potem zrobiła gwiazdę, co pozwoliło jej zaatakować Czarną Różę z bliska. Jednak nie było jej to pisane, gdyż ta odskoczyła i kopnęła ją tym samym odrzucając ją na kilka metrów w tył. Szabla z brzdękiem wypadła jej z ręki i nie czuła się na siłach, aby wstać, choć próbowała.
-To wszystko na co cię stać, Artie? - Szepnęła cicho podchodząc. Podrzucała nóż w ręce. Ta wiedziała, czego ona chce - chce zobaczyć ją w Ferworze Walki z wykorzystanymi wszystkimi zdolnościami.
-Ty... Nie chcesz tego. - Wysapała i po chwili poczuła na swoich plecach nogę Róży, która boleśnie wgniatała ją w jej żebra. Robiła to świadomie.
-Wiesz, że to jedyny sposób, by ze mną wygrać, a ty dla tego potrafisz poświęcić wszystko - Dla wygranej i dla swojej dumy oraz honoru. Dla tych trzech rzeczy potrafisz oddać życie. - Mówiła spokojnie bawiąc się nożem.
-Krwawa Klinga w potrzasku! - Wrzasnął komentator, a Czarny Holender przypatrywał się tej walce z narastającą paniką.
-Przecież ona ją zabije! - Krzyknął do bladego, już od paru godzin tej walki, kapitana.
-Wiem... - Wyszeptał sam nie dowierzając w to, co mówi. Przecież jeszcze nigdy nie przegrała. Nigdy.
-Potrafisz, ale nie chcesz pokazać światu prawdziwego oblicza. - Powiedziała tamta mocniej naciskając, aż tamta zacisnęła zęby. Nie chciała, jednak musiała. Zamknęła oczy i czuła, jak jej siły powracają i staje się silniejsza. Zacisnęła palce na pokrytym piaskiem drewnie. Chwilę potem z całej siły kopnęła z półobrotu Czarną Różę, która zaskoczona taką siłą wpadła na ścianę. Krwawa Klinga wyglądała jakby coś nad nią panowało - Wpadła w Ferwor. Miała puste oczy, które jeszcze niedawno świeciły emocjami takimi jak powątpiewanie, ale okropna pewność siebie. Wyciągnęła rękę, a chwilę potem w niej znalazła się szabla pokryta krwią. Nie ta, która leżała na ziemi. Była czarna z czerwonym od zaschniętej krwi, ostrzem. Jej jastrzębie pióro na kapeluszu zmieniło się w długie i pawie. Zamachnęła się bronią i podczas tego z ogromnym świstem broń wydawała się przecinać wszystko co stanie jej na drodze.
-Krwawa Klinga decyduje się wpaść w Ferwor! Niesamowite! Jeszcze nigdy nie widziałem takiej walki! - Wrzeszczał komentator, w czasie, gdy ta podchodziła do niej. Ku zdziwieniu wszystkich upadła na kolana i zwiesiła głowę, z której spadł kapelusz. Walczyła ze sobą, chciała wziąć panowanie nad Ferworem. Wielu wiedziało, że jest to niemożliwe. Jednak ku jeszcze większemu zdumieniu ta podniosła się nadal w Ferworze, ale już z normalnym spojrzeniem szarych tęczówek. Bez słowa zaszarżowała na Czarną Różę i w locie walczyły o dominację. Krwawa Klinga walczyła jedną ręką robiąc to jakby od niechcenia, a Róża musiała resztkami sił blokować jej ataki. Zamachnęła się dwoma nożami, ale ku jej zdziwieniu Klinga zablokowała jej nóż przy szyi ręką! Gołą ręką! Ściągnęła brwi i pojawiła się za nią. Zaatakowała, ale ta zablokowała jej atak nawet się go nie spodziewając! Niemożliwe! Warknęła ze złością i zaczęła atakować coraz szybciej na co ta odpowiadała ciągłym atakiem. Miała liczne rany na ciele, ale te zdawały się dodawać jej tylko sił i pogłębiały Ferwor. Wreszcie odrzuciła ją na ścianę i przystawiła szablę do jej szyi. Nie spodziewała się ataku z tyłu. Po chwili padła na ziemię z nożem wbitym w plecy. Za nią stała sapiąc Czarna Róża.
-Czarna Róża wygrywa!!! - Wrzasnął komentator, a zgodny ryk od strony widzów z Aveerdam zagłuszył rozcinanie lin i wejście do środka Czarnego Cienia, ten wyciągnął nóż z pleców Krwawej Klingi i rzucił nim pod nogi Czarnej Róży. Patrzył na nią przez chwilę z nieukrywanym obrzydzeniem i wziął ją na plecy biegnąc do Medyków.
-Nie wiedział, że to jedyny sposób, aby kogoś wyciągnąć z Ferworu... - Szepnęła Czarna Róża chwilę potem upadając z wycieńczenia.
,,Nieuczciwość" ( Znów ja. Znów nie kopiuj. )
Wiele bitew myśmy stoczyli,
rany swe zagoili.
Ale to nadal nie jest to,
walka na morzu daje zajawkę,
do tego co dzieje się w Walki Jamie.
Każdy ciekaw jest kto będzie walczył,
każdy chce widowisko zobaczyć te.
Nieuczciwe zagrania,
liczne rany i zadrapania.
To jest to czym każdy z nas szczyci się,
może oprócz jednej osoby.
Jest taka jedna,
co walczy sprawiedliwie,
nigdy, przenigdy nie złamała reguł.
Może i brzmi to podejrzanie,
ale stawiła za statek własne życie.
Każdy z nas pamięta ten dzień,
kiedy to Walki w Jamie zostały wymyślone.
Wielu z nas to zaakceptowało,
ale wielu nie miało zdania.
Pierwsze Igrzyska były krwawe,
tak samo jak każde kolejne.
Po wielu latach zakazane zostały,
aby nie narazić nas wszystkich na
wymordowanie.
Jednak po latach znów,
otwarte zostały.
Liczne tłumy stały przy wejściu,
gdyż miała odbyć się legendarna walka.
Czarny Holender z Trupią Czaszką,
walka kapitańska.
Tak właśnie się poznali,
zawarli sojusz, który trwa do dziś.
Nie chcieli mieć złota,
ale zabawę.
Nie chcieli zabijać,
ale się bronić i spełniać swe cele.
Każdy z nich miał za uszami swoje,
ale kto się tym przejmuje?
Nikt za pewne,
ale wielu z nich poległo.
Wielu wycierpiało swoje,
każdy z nich miał w sobie.
Coś co pomogło im przetrwać.
Coś co pomaga im nadal.
Co to jest?
Przyjaźń.
-To niemożliwe. - Pomyślała - To nie jest możliwe. - Zamrugała kilka razy w oszołomieniu i odwróciła wzrok. To nie może być ona. Nie teraz.
Po dłuższym czasie do pokoju wszedł jeden z organizatorów.
-Krwawa Klinga z Czarnego Holendra i Czarna Róża z Aveerdam. - Ogłosił i odszedł. Westchnęła i wstała napotykając zaskoczone spojrzenie Czarnej Róży. Ruszyły do sali przy wgłębieniu w ziemi, w którym miała odbyć się walka.
-Witamy w Jamie Walki na corocznych Pirackich Turniejach! - Zawołał komentator stojąc na widocznym dla wszystkich podwyższeniu. Uśmiechnął się czarująco do wszystkich w czego rezultacie musieli ocucić kilka niedoświadczonych dziewczyn - Tutaj James Hugvel i jestem komentatorem jak co roku! - Ogłosił i słyszalne były brzdęki sakw i przekazywanych pomiędzy piratami pieniędzy. Czarny Cień rozejrzał się po wszystkich.
-Nie podoba mi się to, kapitanie. Oni wiedzą o czymś, czego my nie wiemy.
-Nie wyolbrzymiaj, Cień. - Odparł tamten - Krwawa Klinga jeszcze nigdy nie przegrała walki w Jamie Walki. Zawsze wygrywa swoje walki, a przegrywa nie do byle kogo. - Powiedział machając do jakiegoś pirata na drugiej stronie sali.
-Nadal mi się to nie podoba, wyczuwam, że coś jest nie tak, jak być powinno. - Rozejrzał się. Zamknął oczy i otworzył je, były czarne i zamglone. Spoglądał właśnie w umysł komentatora.
Krwawa Klinga i Czarna Róża! To będzie widowisko! - Myślał tamten. Ten od razu opuścił jego umysł jeszcze bledszy, o ile to możliwe przy jego prawie białej skórze i spojrzał z powątpiewaniem na kapitana.
-Nie podoba mi się to. Ani trochę. - Szepnął do siebie, co zostało zagłuszone przez wiwaty i piski podekscytowania.
-Dzisiejsza walka to... - Wiwaty i gwizdy stały się głośniejsze - Krwawa Klinga z Załogi Czarnego Holendra - Krwawa Klinga wyszła z pomieszczenia pewnym krokiem machając szablą i przyjmując postawę obronną, o dziwo.
-Czyli ona też wie. - Pomyślał już całkowicie pochłonięty rozmyślaniami.
-Przeciwko Czarnej Róży z Aveerdam!!! - Wrzasnął, a oklaski, gwizdy i wiwaty zabrzmiały ze strony tych z Aveerdam. Widział jak twarz dziewczyny staje się bledsza, gdy jej przeciwniczka wchodziła na scenę. Uniosła w triumfie ręce i ukłoniła się uśmiechając się szelmowsko.
Miała długie perłowo-blond włosy i piękne, złociste oczy, które błyszczały dziwnie. Ubrana była w szlachecki ubiór, można było rzec. Miała długi do kolan, czerwony płaszcz ze złotymi wyszywaniami, który nie rozkładał się aż tak, jak Krwawej Klindze. Na twarzy nie miała ani jednej skazy, a na czerwonym kapeluszu przytwierdzona była, wraz z cierniami biała róża. Cień przełknął gulę w gardle i już teraz zwątpił co do tej walki. Ukłoniła się, a spod płaszcza zobaczył miliony noży i innych ,,zabawek".
-No to masz przerypane. - Pomyślał patrząc na Krwawą Klingę. Będzie musiała użyć swoich najbardziej skrywanych zdolności, aby móc ją w ogóle tknąć. Ta zauważyła jego wzrok i niepewnie skinęła głową.
-Proszę, abyście podeszły do siebie opierając się plecami i zrobiły pięć kroków w przód. - Zatrzymał na chwilę wzrok na Czarnej Róży, która uśmiechnęła się do niego. Widać było, że zrobiło mu się gorąco. Krwawa Klinga zerknęła na nią. Skrycie chichotała pod nosem - Bez żadnych sztuczek! - Dodał, gdy uznał, że może zaufać swojemu głosowi.
Klinga podeszła do niej opierając się o nią plecami słyszała krótką wiadomość - Długo nie pociągniesz. - Spojrzała na nią, a ta tylko uśmiechnęła się bezczelnie przechodząc do przodu. Ta po chwili uczyniła to samo z narastającym powątpiewaniem. Zamachnęła się szablą blokując rzucony w jej stronę nóż.
-Aj. - Uśmiechnęła się tamta wyciągając kolejny - Jest w Tobie coś, co sprawia, że pudłuje. Wiesz może, co to takiego? - Zapytała ironicznie.
-Nie. - Odparła lakonicznie blokując kolejny atak i przeskakując rzucone zaraz potem kilka noży. Warknęła ostrzegawczo i wyciągnęła zamaszystym ruchem nóż z nogi. Pociekło mnóstwo krwi, ale Klinga zignorowała to. W pełni skupiła się na atakach Czarnej Róży.
-Krwawa Klinga skupia się na Czarnej Róży! Mimo to ma głęboką ranę w nodze! Nie może z taką płynnością i elegancją unikać ataków jej przeciwniczki! - Krzyczał komentator w czasie, kiedy Krwawa odstawiała jakiś szalony taniec, aby uniknąć każdego noża z osobna. Zaraz potem zrobiła gwiazdę, co pozwoliło jej zaatakować Czarną Różę z bliska. Jednak nie było jej to pisane, gdyż ta odskoczyła i kopnęła ją tym samym odrzucając ją na kilka metrów w tył. Szabla z brzdękiem wypadła jej z ręki i nie czuła się na siłach, aby wstać, choć próbowała.
-To wszystko na co cię stać, Artie? - Szepnęła cicho podchodząc. Podrzucała nóż w ręce. Ta wiedziała, czego ona chce - chce zobaczyć ją w Ferworze Walki z wykorzystanymi wszystkimi zdolnościami.
-Ty... Nie chcesz tego. - Wysapała i po chwili poczuła na swoich plecach nogę Róży, która boleśnie wgniatała ją w jej żebra. Robiła to świadomie.
-Wiesz, że to jedyny sposób, by ze mną wygrać, a ty dla tego potrafisz poświęcić wszystko - Dla wygranej i dla swojej dumy oraz honoru. Dla tych trzech rzeczy potrafisz oddać życie. - Mówiła spokojnie bawiąc się nożem.
-Krwawa Klinga w potrzasku! - Wrzasnął komentator, a Czarny Holender przypatrywał się tej walce z narastającą paniką.
-Przecież ona ją zabije! - Krzyknął do bladego, już od paru godzin tej walki, kapitana.
-Wiem... - Wyszeptał sam nie dowierzając w to, co mówi. Przecież jeszcze nigdy nie przegrała. Nigdy.
-Potrafisz, ale nie chcesz pokazać światu prawdziwego oblicza. - Powiedziała tamta mocniej naciskając, aż tamta zacisnęła zęby. Nie chciała, jednak musiała. Zamknęła oczy i czuła, jak jej siły powracają i staje się silniejsza. Zacisnęła palce na pokrytym piaskiem drewnie. Chwilę potem z całej siły kopnęła z półobrotu Czarną Różę, która zaskoczona taką siłą wpadła na ścianę. Krwawa Klinga wyglądała jakby coś nad nią panowało - Wpadła w Ferwor. Miała puste oczy, które jeszcze niedawno świeciły emocjami takimi jak powątpiewanie, ale okropna pewność siebie. Wyciągnęła rękę, a chwilę potem w niej znalazła się szabla pokryta krwią. Nie ta, która leżała na ziemi. Była czarna z czerwonym od zaschniętej krwi, ostrzem. Jej jastrzębie pióro na kapeluszu zmieniło się w długie i pawie. Zamachnęła się bronią i podczas tego z ogromnym świstem broń wydawała się przecinać wszystko co stanie jej na drodze.
-Krwawa Klinga decyduje się wpaść w Ferwor! Niesamowite! Jeszcze nigdy nie widziałem takiej walki! - Wrzeszczał komentator, w czasie, gdy ta podchodziła do niej. Ku zdziwieniu wszystkich upadła na kolana i zwiesiła głowę, z której spadł kapelusz. Walczyła ze sobą, chciała wziąć panowanie nad Ferworem. Wielu wiedziało, że jest to niemożliwe. Jednak ku jeszcze większemu zdumieniu ta podniosła się nadal w Ferworze, ale już z normalnym spojrzeniem szarych tęczówek. Bez słowa zaszarżowała na Czarną Różę i w locie walczyły o dominację. Krwawa Klinga walczyła jedną ręką robiąc to jakby od niechcenia, a Róża musiała resztkami sił blokować jej ataki. Zamachnęła się dwoma nożami, ale ku jej zdziwieniu Klinga zablokowała jej nóż przy szyi ręką! Gołą ręką! Ściągnęła brwi i pojawiła się za nią. Zaatakowała, ale ta zablokowała jej atak nawet się go nie spodziewając! Niemożliwe! Warknęła ze złością i zaczęła atakować coraz szybciej na co ta odpowiadała ciągłym atakiem. Miała liczne rany na ciele, ale te zdawały się dodawać jej tylko sił i pogłębiały Ferwor. Wreszcie odrzuciła ją na ścianę i przystawiła szablę do jej szyi. Nie spodziewała się ataku z tyłu. Po chwili padła na ziemię z nożem wbitym w plecy. Za nią stała sapiąc Czarna Róża.
-Czarna Róża wygrywa!!! - Wrzasnął komentator, a zgodny ryk od strony widzów z Aveerdam zagłuszył rozcinanie lin i wejście do środka Czarnego Cienia, ten wyciągnął nóż z pleców Krwawej Klingi i rzucił nim pod nogi Czarnej Róży. Patrzył na nią przez chwilę z nieukrywanym obrzydzeniem i wziął ją na plecy biegnąc do Medyków.
-Nie wiedział, że to jedyny sposób, aby kogoś wyciągnąć z Ferworu... - Szepnęła Czarna Róża chwilę potem upadając z wycieńczenia.
,,Nieuczciwość" ( Znów ja. Znów nie kopiuj. )
Wiele bitew myśmy stoczyli,
rany swe zagoili.
Ale to nadal nie jest to,
walka na morzu daje zajawkę,
do tego co dzieje się w Walki Jamie.
Każdy ciekaw jest kto będzie walczył,
każdy chce widowisko zobaczyć te.
Nieuczciwe zagrania,
liczne rany i zadrapania.
To jest to czym każdy z nas szczyci się,
może oprócz jednej osoby.
Jest taka jedna,
co walczy sprawiedliwie,
nigdy, przenigdy nie złamała reguł.
Może i brzmi to podejrzanie,
ale stawiła za statek własne życie.
Każdy z nas pamięta ten dzień,
kiedy to Walki w Jamie zostały wymyślone.
Wielu z nas to zaakceptowało,
ale wielu nie miało zdania.
Pierwsze Igrzyska były krwawe,
tak samo jak każde kolejne.
Po wielu latach zakazane zostały,
aby nie narazić nas wszystkich na
wymordowanie.
Jednak po latach znów,
otwarte zostały.
Liczne tłumy stały przy wejściu,
gdyż miała odbyć się legendarna walka.
Czarny Holender z Trupią Czaszką,
walka kapitańska.
Tak właśnie się poznali,
zawarli sojusz, który trwa do dziś.
Nie chcieli mieć złota,
ale zabawę.
Nie chcieli zabijać,
ale się bronić i spełniać swe cele.
Każdy z nich miał za uszami swoje,
ale kto się tym przejmuje?
Nikt za pewne,
ale wielu z nich poległo.
Wielu wycierpiało swoje,
każdy z nich miał w sobie.
Coś co pomogło im przetrwać.
Coś co pomaga im nadal.
Co to jest?
Przyjaźń.
Subskrybuj:
Posty (Atom)